Witam. Mój tato miał rozległy wylew, pękło w jednym czasie dużo małych naczynek. Od miesiąca leży w śpiączce. Problemy ze skaczącym ciśnieniem, dializa, podłączony do respiratora. Lekarze cały czas powtarzają, że stan jest ciężki. Wczoraj co prawda powiedzieli, że oddech się prawie w pełni ustabilizował i ostatni tomograf pokazał dobrą tendencje do wchłaniania ale od 2 dni próbują go wybudzać i nie ma żadnych reakcji .
Tato robi miny, czasami ziewa, poruszył kilka razy ramionami ale podobno to za mało.
Mam wrażenie, że lekarze go spisali już na straty. Czy może mi ktoś z was dać choć iskierke nadziei? Czy ktoś był w podobnym stanie i się wybudził?