Uf,
Ostatnio dużo się wydarzyło. A przy okazji pojawiły się nowe fakty.
"Przyszedł" drugi wynik EEG. A nastąpiło to w środę, z którego lekarz prowadzący i oglądający napisał "podejrzenie padaczki". Przy wykonywaniu badania kobieta prowadząca, uznała, że nic się nie dzieje. I przy pierwszym badaniu, i przy drugim. Przy drugim stwierdziła, że jest "podobnie". A jednak.. a zatem to żywy dowód na to, że dużo zależy od tego, kto te wyniki odczytuje. Długo czekaliśmy bo tego lekarza nie było, był w rozjazdach, ale wrócił, postawił diagnozę, więc już wiemy. W czwartek z racji tego, że neurolog zajmujący się leczeniem padaczki to rodziny znajomy, dostał wszystkie wyniki.
Wczoraj chłopak przyjął pierwszą dawkę leku. Obecnie nie spędzamy zbyt wiele czasu razem, mi od przyszłego tygodnia rozpoczyna się sesja, a rodzice wyjeżdżają na tydzień. W miarę możliwości staram się go pilnować. Leki przyjmuje co 12 godzin i teoretycznie ataki nie powinny występować. Wszystko się okaże - jak wiadomo, może minąć trochę czasu zanim organizm się przyzwyczai.
O wszystkim chłopak już wie, bo usłyszał to z moich ust i z ust swoich rodziców, że sytuacja nieco się zmieni i trzeba po prostu więcej na siebie uważać.
Internet w moim przypadku okazał się zbawienny. Od pierwszego ataku zaczęłam szukać informacji, aż trafiłam tutaj, gdzie tak na prawdę dowiedziałam się najwięcej. Wszystko idzie do przodu, z jednej strony mówi się, że w internecie można napotkać same bzdury i że tylko zabiera nam cenny czas, a jednak - mi dał dużo i wiem, że dobrze zrobiłam sugerując to nie tylko chłopakowi, ale też rodzicom. Nie padło słynne "a nie mówiłam", ale może dzięki temu zaufa mi więcej na przyszłość ;)
Dziękuje za każde dobre słowo, ale też za to, że nie chodziło w tym wszystkim o mydlenie oczu i mówienie "będzie dobrze". Z każdą kolejną odpowiedzią wszystko bardziej stawało się dla mnie jasne i klarowne, ale gdyby nie osoby się tutaj wypowiadające - nie wiedziałabym tego. Więc z całego serca dziękuję, trzymajcie kciuki, żeby było dobrze :)