Aseret
Nie zastanawiaj się, idź na zabieg. Obawa będzie zawsze. Lepiej zrobić zabieg niż by miał pęknąć. Moja żona nie wiedziała nic o tętniaku prowadziła zdrowy styl życia (prócz palenia), sport, odżywianie. W wieku 42 lat pękł nie pytając o nic. Tętniak był na tętnicy łączonej przedniej prawej.
Żona trafiła do szpitala śmigłowcem bez oznak życiowych, a później ze skalą Hunta Hessa na poziomie 4 na 5. Mojej żonie tętniak nie dawał żadnych znaków, a nikt nie robi sobie profilaktycznie angioMR.
Na szczęście przeżyła, lecz ma problemy z pamięcią, czasem logicznym myśleniem, uczuciami, ale może samodzielnie funkcjonować. Początki były tragiczne (mojej żonie poszło w agresję), wymyślanie niestworzonych rzeczy. 3 miesiące opieka w domu 24/h. Nie ma żadnych niedowładów czy wad wymowy. Ma martwicę części przedniego płata czołowego mózgu. Ma znaczny stopień niepełnosprawności i przyznaną rentę chorobową, a pracę miała naprawdę dobrą. Teraz uczęszcza do Fundacji na zajęcia z psychologami 6h w tygodniu.
Bierze teraz leki na nadciśnienie, cholesterol. Rezonans robi co roku i na szczęście nie ma nic nowego. Badania krwi + lipidogram sód glukoza co 3 miesiące. Co do zaleceń lekarza to oprócz rehabilitacji psychologicznej to ma być ciągle w ruchu. Zalecane codzienne treningi Cardio. Mimo, że było to w 2020 to dalej się rehabilituje, efekty nie są już tak duże jak na początku, ale zawsze do przodu. Nie bywam już tu tak często jak kiedyś, ale czytam wszystkie wiadomości, które mnie ominęły. Moja rada po pęknięciu tętniaka - dajcie sobie czasu, nie poddawajcie się. Rehabilitujcie się ile się da. Z doświadczenia wiem, że stopień niepełnosprawności, w niektórych przychodniach, ośrodkach, fundacjach dużo daje. A co najważniejsze nie wstydźcie się swoich problemów, czy ubytków.
Pozdrawiam
Mąższczęściary