Moja Mama pół roku temu była operowana. W Wieki Piątek straciła przytomność i dostała głębokiego ataku
padaczki. Okazało się,że przyczyną był pęknięty
tętniak. Nie oddychała, lekarz powiedział mi,że nie przeżyje.Dodam tylko, że mój Dziadek(Tata Mamy) umarł z powodu pęknietych dwóch tętniaków. W Wielką Sobotę była operowana, przez noc Jej stan się poprawił więc można było zaklipsowac tętniaka. lekarz przedstawił mi na czym polega operacja i jakie mogą być powikłania. Generalnie nadal mówiono mi,że może umrzeć. To co przeżylismy przez kolejne dni było koszmarem. Patrzyłam na cierpienie Mamy i nic nie mogłam zrobić. Wybudziła się po operacji, na szczęscie nie miała niedowładów, poznawała wszystkich, mówiła do rzeczy. Skarżyła sie na okropny
ból głowy. Skurcz naczyniowy wystąpił po 4 dniach od operacji. Na szczęście miał łagodny przebieg.
Dziś Mama czuje się już dobrze, nie występują bóle głowy, miała delikatny powierzchowny nidowład prawej ręki, ale to już minęło. Wpaździerniku wraca do pracy.
Chcę powiedzieć wszystkim, których bliscy chorują na tętniaka, że trzeba wierzyć. Strach jest ogromny, ale nigdy w życu na słowa lekarza ,,proszę się pożegnać, bo nie przeżyje", nie róbcie tego! Każcie choremu walczyć.
Moja Mama dostała drugie życie. Jest przykładem,że z tętniakiem można wygrać. Chętnie pogadam z kimś, kto ma podobne doświadczenia. Mój numer gg:1102479
Maga