Jestem już po pisemnych maturach :) Jeszcze tylko ustne... Miałam niestety kilka problemów... Bardzo się denerwowałam... Moje nerwy jeszcze podkręcała dyrektorka, która za każdym razem przed rozpoczęciem przychodziła do mnie i pytała czy wszystko jest ok.
Zawsze obok mnie siedział jakiś nauczyciel i mnie pilnował. Polski przeszedł bez problemu, potem była matma i już tego dnia się trochę gorzej czułam, chociaż wydaje mi się, że tego się najmniej bałam... Po matmie byłam jednak tak zdenerwowana, że cała się trzęsłam... Dyrektorka, nic mi nie mówiąc, zwołała dodatkową komisję na następny dzień i jak przyszłam na egzamin z angielskiego, to dowiedziałam się że mogę być sama w oddzielnej sali...
Wkurzyła mnie tym! Nie chciałam być sama z komisją! I poszłam pisać ze wszystkimi tak jak było zaplanowane wcześniej...Tego dnia, po południu znów miałam jakiś atak trzęsawki i czułam się tak, jakby mi wszystkie siły odeszły...
A następnego dnia poszłam na wos... I pani dyrektor powiedziała, że znów jest na wszelki wypadek jest zwołana dodatkowa komisja. I się zgodziłam i pisałam sama... Nie było to takie złe jak mi się wcześniej wydawało... A niestety tego dnia czułam się znów źle... W pewnym momencie podobno siedziałam i wyglądałam jakbym się zamyśliła. I komisja do mnie mówiła, a ja gapiłam się przed siebie. potem dostałam chwilowego oczopląsu, a potem jakby nigdy nic wróciłam do pisania wypracowania... Opowiedziała mi to jedna nauczycielka. A ja nawet tego nie zauważyłam, nie pamiętam...
Mam nadzieję, że na ustnych będzie wszystko ok. Ale pani dyrektor i tak powiedziała, że uprzedzi komisje, że mogę mieć jakiś problem... Trochę głupio się z tym czuję, że ona się aż tak mną opiekuje i cały czas interesuje...