Mam 18 lat. Gdy byłam dzieckiem (początek podstawówki) stwierdzono u mnie napady częściowe, czy coś takiego... Brałąm leki przeciw padaczkowe. Odstawiłam je w wieku 13 lat. Do tej pory nic mi nie było.
Ale ostatnie pół roku, to istne piekło. Coraz częściej mam zawroty i silne bóle głowy, często drętwienie rąk, mroczki przed oczami...
W ciągu ostatnich 3 tygodni 2 razy w szkole wzywano do mnie pogotowie. Mam problem z poskładaniem tego co się ze mną działo w jedną całość. Wiem, że miałam oczopląs, drgawki i nie odpowiadałam na pytania- co jakiś czas jakbym nie kontaktowała. W szpitalu zrobiono mi ekg (nic nie wyszło) i zbadano krew (też wszystko w normie) i tomografie komputerową- lekarka powiedziała, że jest wmiarę dobrze i nic więcej. Wypisano mi skierowanie do poradni neurologicznej i żebym poszła na eeg, ale niestety na wizytę się długo czeka.
Czy jest jakaś możliwość, żebym sama zapobiegała takim sytuacjom? Niestety wszystko dzieje się tak szybko, że może minutę czuję się jakoś dziwnie, a potem już nie pamiętam co robie. Ostatnio koleżanka zauważyła moje "biegające" oczy i zaprowadziła mnie do pielęgniarki- ale tego już nie pamiętam...
Trochę głupio spadać z krzesła np. podczas lekcji hastorii... Co mogę z tym zrobić? Czy to może być nawrót choroby z dzieciństwa?