Witam, dokładnie 4 dni temu w nocy odczułem brak możliwości podniesienia stopy do góry, siedziałem w domu i trzymałem nogę na nogę, więc uznałem, że po prostu mi ścierpła i uznałem, że rano problem minie. Rano niestety sytuacja identyczna, więc udałem się na SOR.
Diagnoza: Uszkodzenie nerwu strzałkowego wspólnego, palce w dół zginam bez problemu, stopą poruszam w każdym kierunku - jedynie brak możliwości stania na pięcie/problemy z chodzeniem. Czucie posiadam - jedynie przy dotyku na grzbiecie stopy odczuwam mrowienie. Żadnego bólu, pieczenia i swędzenia. Neurolog na SOR zaleciła brać Neurovit, Thionerv 600 oraz przeprowadzić kontrole w poradni neurologicznej. W przypadku braku poprawy badanie EMG.
Na tamten moment informacji mi wystarczało ze strony lekarza, obecnie mija czwarty dzień, chodzić chodzi mi się lepiej, ale nie wiem czy to jest spowodowane "poprawą" czy po prostu przystosowałem się do sytuacji i nauczyłem się z tym funkcjonować. W zależności od kąta zgięcia kolana mogę podnieść stopę na różne wysokości - na stojąco ledwo podnoszę duży palec i na tym koniec, a na siedząco podnoszę około 50% pełnego zakresu. Dodatkowo choruję na cukrzycę typu I - wg. mnie i mojego diabetologa dobrze prowadzoną (w lipcu h. glikowana 6,5) - obecnie szacuję ją na ciut wyższą, bo nawet 7, bo akurat był okres świąteczny. Neurolog też informowała, że w przypadku neuropatii cukrzycowej raczej problem byłby bardziej obszerny niż jest obecnie.
I tutaj pojawia się pytanie? Jest się czym martwić? Czy to jednak może być przejściowy stan i warto odczekać tydzień/dwa tygodnie i liczyć na poprawę? W tym lub przyszłym tygodniu odwiedzę poradnię neurologiczną prywatnie, bo na NFZ niestety czas oczekiwania kilka miesięcy. Próbować stosować ortezę bądź rehabilitacje?