Zachorowałem na epilepsję (padaczkę) podczas służby w armii. I muszę powiedzieć, że jestem winnym w tym - już bardzo agresywnie zachowywałem się w stosunku do swoich towarzyszy w służbie. Bijatyki w armii były codzienne, a czasami i kilka razy dnziennie. No i nie wytrzymał pluton... przyłożył mnie głową do radiatora ogrzewania. Po tym byłem kilku miesięcy w obwodowym szpitalu wojskowym w neurochirurgii i neurologii. W wyniku zwolniony z armii z diagnozą epilepsja pourazowa, ciężka forma z częstymi napadami uogólnionymi.
Bardzo ciężki, diabelny okres mojego życia zaczął się po powrocie do domu. Napady pojawiały się bardzo regularnie z częstością 2-3 razy na tydzień, a mimo ogromnej liczby leków przeciwdrgawkowych napady były po 1 raz w tygodniu(bardzo rzadko 2-3 razy). Moja mama - ona w medycynie wielki «szef», czego tylko nie robiła, gdzie nie jeździliśmy, - wszystko było bezużyteczne, napady były cięższe, moje samopoczucie zahamowania i wściekłości był silniejszy i silniejszy. Babcie - znachorzy, «psychics» teraz bardzo modne (to były 1986-1995 lata) absolutnie niczym nie pomogli, było coraz gorzej – wtedy brałem 8 lub 9 pastylek FENLEPSINU i 2-3 pastylkі jeszcze jakieś bzdury.
Na ten czas już poddałem się, było mi bardzo trudno, żyć się nie chciało, z domu wychodziłem 1 raz w tygodniu, byłem nietowarzyskim. Lecz moja mama nie poddawała się i ona mnie uratowała. Ona znalazła jakąś prywatną klinikę, gdzie w leczeniu stosowały . . .czas. Ja długo się śmiałem, jednak za 2 tygodni - ona mnie umówiła. Przyszedłem do tej kliniki chronomedycyny - oni przeznaczyli zioła w dawkach, które za wielkością zmieniały się dziennie. Nawet nie chciałem tego traktować - wydawało mi się tak skrępowane. Lecz mama moja, skrajnie rzetelnie śledziła - za tym moim leczeniem.
Chociaż nie wierzyłem, ale już przez pierwszy miesiąc odczułem efekt: napadów było trochę trochę mniej, lecz wszystkie one były bardzo lżejsze, słabsze, aniżeli poprzednie, - nie było zgryzu mowy i oddawania moczu.
Na drugim miesiącu leczenia napadów było trzy w miesiąc i w żadnym wypadku nie było seryjnych. Nie będę opisywał jak odbywało się moje wyzdrowienie dalej - powiem tylko, że do końca 7 miesiąca (lub 8 miesiąca) - ich nie było w ogóle, ja o wiele lepiej czułem się. I co jest bardzo ważne, zaczęła wracać się pamięć, nie było słabości, senności, a główne, złości, agresji, irytowania. Te cechy charakteru towarzyszyły mnie z głębokiego dzieciństwa - i oto one zaczęły znikać.
W ciągu następnych 10-12 miesięcy wszystkie tabletki przeciwdrgawkowe zostały zredukowane, a następnie usunięte. Co pół roku robiłem elektroencefalogram - on całkowicie wrócił do normy.
Kiedy te elektroencefalogramy widziała lekarz Muzyczuk - ona była głów. lekarzem oddziału, gdzie leczą epileptyków, - ona nie mogła uwierzyć, że to jest prawda.
Oto już 20 lat (trochę więcej) jestem całkiem zdrowy - napadów nie było żadnego razu!