U mnie to nie tylko kwestia padaczki i napadów kilka razy w tygodniu (zarejestrowanych). Wcześniej już miałam cukrzycę typ. 1, potem celiakię (najmniej uciążliwe, ale kasa kasa kasa i ciągle kontrolowanie własnej rodziny, bo mają gdzieś, że trzeba uważać z przyrządzaniem posiłków, chcą peanów za to, że coś kupią specjalnie dla mnie, co ma jęczmień czy pszenicę, no ale to z dobroci i powinnam doceniać haha
), anemia i niedoczynność tarczycy,
polineuropatia, na 99% gastropatia, ale olewają, leków tona, napady wywołują przede wszystkim dźwięki - tudzież tonacja, jak zwał, problemem jest często przebywanie wśród ludzi, a nawet gdy sąsiad włącza za oknem kosiarkę czy gdy tłucze w piwnicy za ścianą. Imprezy "brata", dźwięk większości dzwonków, instrumentów różnego typu, najłatwiej o dziwo ze smyczkowymi, ale te zawsze najbardziej lubiłam, o ile nie są mieszane z elektrycznymi wzmacniaczami dźwięków. Dźwięk klaksonu samochodu już wywołuje napad, gdy się nie obudzę samoistnie to jest znacznie większa szansa na atak. Dodatkowo rośnie mi zmiana na szyszynce, oczywiście dla neurologów "to za mało" - zaburzenia pamięci, ciągle
bóle głowy, osłabienie wzroku, gdzie to wg okulisty problem typowo neurologiczny i każdy neurolog powinien wiedzieć, że opadająca powieka jest sygnałem problemów neurologicznych. Do tego po tym, co mnie dwukrotnie spotkało ze strony mężczyzn mam PTSD, podobno, ale właśnie z powodu tych podejrzeń poszłam do neurologa-psychiatry, bo myślałam, że przez to nie mogę spać, ale pierwsze co, to wciskanie leków na depresję, wiadomo, a na sek jakichś dziwactw, których nawet nie biorę, bo koliduje z moimi chorobami i lekami. Proszę wyłącznie o coś na sen, bo mam zaburzony rytm do owy, to "Nie."-więc gdy tylko dowiedziałam się, że zmiana na szyszynce minurosla, odstawiłam od psychiatry na PTSD (i tak guzik dawało) i kupiłam melatoninę, której mi odmawiał, bo "to nie na mój przypadek) - i jest to jedyne, co pomaga mi spać w nocy, ale ze mam zaburzenia pamięci (co i dlaczego mam robić), zapominam, jak zresztą coraz częściej o innych lekach. Oczywiście, że nic mi nie przysługuje, bo jestem młoda i powinnam sobie radzić bez pomocy ha ha. Tak samo dzisiaj znowu wzięłam dwa razy tę samą insulinę, bo mi się pomieszało. Myślicie, że kogoś to obchodzi? Co najwyżej potrafią wezwać karetkę i zabrać na izbę psychiatryczną tuż po ataku padaczkowym i złej dawce insuliny, skoro już nic nie chcę czuć. A dlaczego mam chcieć żyć w takim stanie, to ktoś jest w stanie wytłumaczyć, skoro do pomocy nikogo? Pracy się boję po tym, co mnie spotkało ze strony poprzedniego pracodawcy, podobno tak bardzo wspierającego niepełnosprawnych, że usłyszałam prosto w twarz, że powinnam wiedzieć, że sobie nie poradzę i że nikt mnie nie chciałby zatrudnić, bo choruję (ale jednocześnie palant powiedział, że pracowałam dobrze, bez zastrzeżeń).
Rodzina - pogardą, bo nie mam pracy i nie zdołałam skończyć studiów, chociaż została mi tylko praca magisterska, ale studia jednolite były. Wsparcie? Nadal się przyczepiają, gdy wołam nagle, żeby "przestali" - gdy przez ich zachowanie dostaję napadu padaczkowego, przez dźwięki, o których doskonale wiedzą, że mi szkodzą. Także tyle w temacie. Jeszcze matka non stop pokrzywdzona, że ja bardziej choruję niż ona i kotka, co jest nieludzkie.