Witam,
We wtorek zabrali moją mamę do szpitala, (mama nie mogła chodzić) po kilku badaniach wysłali ją do innego szpitala na oddział neurologii w Kościerzynie. Tam leżała 2 dni, czekała na jakieś konkretniejsze wyniki które wykazały pęknięcie tętniaka. Przez pierwszy dzień w szpitalu był z mamą kontakt, kiwała głową na tak i nie, otwierała jedno oko, stan jednak się pogarszał. Po wynikach badania postanowiono przetransportować ją do akademii medycznej w Gdańsku na oddział neurochirurgii w celu zaklipsowania tętniaka. Operacja była zaplanowana na dzisiaj rano jednak kiedy tam pojechaliśmy okazało się, że stan mamy nie pozwalał operować :(. Jestem zrozpaczony, nigdy nie przypuszczałem, że będzie mi kogoś tak brakować, z tatą słabo się trzymamy, mimo, że mam juz 22 lata cała ta sytuacja daje mi się mocno odczuć. Każda rozmowa z lekarzem to są tylko złe wieści. Dzisiaj po odwołaniu operacji dowiedzieliśmy się, że wprowadzili mamę w śpiączkę farmakologiczną aby odciążyć mózg. Mówią, że możemy tylko czekać, od wtorku minęło już kilka dni a słyszałem, że pierwsze dni są najgorsze. Ja po prostu chcę moją mamę znowu zobaczyć w domu... Nie wiem nawet czy jest sens siedzieć przy niej, kiedy ona jest w tej śpiączce, lekarze mówią, że dosyć spore było to krwawienie.
pozdrawiam was serdecznie