Witam :)
Mam 20 lat, padaczkę zdiagnozowano u mnie w 2011 roku, po zrobieniu EEG we śnie. Od tamtej pory nie było żadnego ataku. Najpierw miałam depakine Ale zaczęłam po nim tyć więc zmieniliśmy lek na lamitrin, który jem do tej pory. Od stycznia zmniejszam dawkę. W sierpniu będę zażywać 50 mg rano i wieczorem.
Wiem, że były już wątki o alkoholu Ale chciałam napisać. Nigdy nie robiłam nic co zaszkodziloby mi, co mogło by spowodować atak. Nigdy nic mi się nie działo od listopada 2011 roku czuje się świetnie. W tym roku, albo końcem tamtego zaczęłam pić alkohol - pierwszy raz w życiu. Nie pije dużo , nigdy się nie upilam ani nic. Zdarza się wypić jedno piwo owocowe , czasami 1 i pół. Nigdy więcej. Nigdy nie mówiłam o tym lekarzowi, wiem to błąd. 16 sierpnia mam EEg a pod koniec sierpnia dowiem się wynikow. Żałuję że pilam, ostatnio wypilam 4 kieliszki wódki... sama nie wiem czemu, nie chce się na siłę usprawiedliwiać. Nikt do picia mnie nie zmuszał , a piłam bo chciałam być jak inni... tylko ze ja nie jestem taka jak inni I o tym zapomniałam. Zobaczyłam że mój organizm reagował dobrze i nic z tym nie robiłam. Od gimnazjum miałam mało znajomych , bo nie mogłam wyjść a dłużej , bo trzeba było iść spać . W liceum to samo, taka święta bo ani wyjść ani się napić ani nic. A teraz chyba chciałam żeby było inaczej I żałuję tego. Już nie tkne alkoholu... sama nie wiem czemu to pisze ale po prostu chce się wygadać...
Jak wygląda u was sytuacja z alkoholem ? Pijecie od czasu do czasu ? Ile ? I czy da się z tego cholerstwa wyleczyć i żyć normalnie ? Boję się ze zmarnuje chłopakowi życie tymi różnymi ograniczeniami i nie chodzi mi tu tylko o alkohol. On mnie wspiera, pilnuje żebym chodziła spać o odpowiedniej porze, pisze jaką dawka w jakie dni, kroi mi tabletki, pilnuje żebym jadła I nie zapomniała i wgl , jeśli chodzi o alkohol są to moje decyzje , jego nie mogę winić ani nic , teraz myślę czemu on mi piwa nie wziął. Ale jak coś mówi to zawsze mówię , że to moje życie... nigdy nie robiłam nic pod jego wpływem, wiem że mnie kocha, martwi się, przeżywa wszystko że mną ale boję się ze może przy mnie zmarnować życie...