Reklama:

Padaczka a alkohol (3)

Forum: Padaczka

gość
26-07-2016, 11:32:32

Witam :)
Mam 20 lat, padaczkę zdiagnozowano u mnie w 2011 roku, po zrobieniu EEG we śnie. Od tamtej pory nie było żadnego ataku. Najpierw miałam depakine Ale zaczęłam po nim tyć więc zmieniliśmy lek na lamitrin, który jem do tej pory. Od stycznia zmniejszam dawkę. W sierpniu będę zażywać 50 mg rano i wieczorem.
Wiem, że były już wątki o alkoholu Ale chciałam napisać. Nigdy nie robiłam nic co zaszkodziloby mi, co mogło by spowodować atak. Nigdy nic mi się nie działo od listopada 2011 roku czuje się świetnie. W tym roku, albo końcem tamtego zaczęłam pić alkohol - pierwszy raz w życiu. Nie pije dużo , nigdy się nie upilam ani nic. Zdarza się wypić jedno piwo owocowe , czasami 1 i pół. Nigdy więcej. Nigdy nie mówiłam o tym lekarzowi, wiem to błąd. 16 sierpnia mam EEg a pod koniec sierpnia dowiem się wynikow. Żałuję że pilam, ostatnio wypilam 4 kieliszki wódki... sama nie wiem czemu, nie chce się na siłę usprawiedliwiać. Nikt do picia mnie nie zmuszał , a piłam bo chciałam być jak inni... tylko ze ja nie jestem taka jak inni I o tym zapomniałam. Zobaczyłam że mój organizm reagował dobrze i nic z tym nie robiłam. Od gimnazjum miałam mało znajomych , bo nie mogłam wyjść a dłużej , bo trzeba było iść spać . W liceum to samo, taka święta bo ani wyjść ani się napić ani nic. A teraz chyba chciałam żeby było inaczej I żałuję tego. Już nie tkne alkoholu... sama nie wiem czemu to pisze ale po prostu chce się wygadać...
Jak wygląda u was sytuacja z alkoholem ? Pijecie od czasu do czasu ? Ile ? I czy da się z tego cholerstwa wyleczyć i żyć normalnie ? Boję się ze zmarnuje chłopakowi życie tymi różnymi ograniczeniami i nie chodzi mi tu tylko o alkohol. On mnie wspiera, pilnuje żebym chodziła spać o odpowiedniej porze, pisze jaką dawka w jakie dni, kroi mi tabletki, pilnuje żebym jadła I nie zapomniała i wgl , jeśli chodzi o alkohol są to moje decyzje , jego nie mogę winić ani nic , teraz myślę czemu on mi piwa nie wziął. Ale jak coś mówi to zawsze mówię , że to moje życie... nigdy nie robiłam nic pod jego wpływem, wiem że mnie kocha, martwi się, przeżywa wszystko że mną ale boję się ze może przy mnie zmarnować życie...
gość
04-08-2016, 22:38:00

Cześć!:) Widzę, że jesteśmy rówieśniczkami i podobny problem. Znam ten ból- doskonała świadomość choroby i zagrożeń płynących z nieprzestrzegania zasad unikania czynników ryzyka a z drugiej strony tak ogromna i niepohamowana chęć bycia "normalnym". Tak ogółem pytanie jest bardzo specyficzne i nikt nie będzie chciał się odezwać jak robi na prawdę bo każdy organizm jest inny, każdy reaguje inaczej więc to, że komuś nic się nie stanie po połączeniu leku z alkoholem nie znaczy że Tobie też nic się nie stanie. A nikt nie chce mieć Cię na sumieniu Ja biorę leviteracetam ale apotex 1000 + depakine chrono 500 dwa razy dziennie na stałe. I wracając do pytania- zdarzyło mi się kilka razy wypić alkohol przy równoczesnym wzięciu leków i nie miałam ataku ale wiem, że jest to ogromne ryzyko i duża nieodpowiedzialność więc nie zamierzam wiecej takich połączeń robić jednak stawiam na życie jestem jeszcze młodą osobą więc szkoda byłoby pożegnać się z tym światem przez piwo I tak- po każdym "wypiciu" (biorę w cudzysłów bo prawidzym piciem nazwać tego nie można) miałam cholernego kaca moralnego: względem moich bliskich, rodziny, siebie i tylko zastanawiałam się co by było gdyby mi się coś stało.. I byłam na siebie wkurzona bo przecież wcześniej moja podświadomość mówiła mi "przecież Ty też masz prawo żyć normalnie" a ja jej głupia słuchałam xD
A tak na marginesie- ciesz się że masz tak wspaniałego chłopaka,który tak bardzo Cię wspiera- gratki dla Niego!:)
gość
17-12-2022, 23:22:28

Wątek z przed lat, ale pociągłe temat. Szukałam otuchy na przestrzeni internatu. Mam męża, któremu przydarzył się atak padaczki ( szczękościsk, drgawki, piana z ust) po raz pierwszy ( tak przynajmniej twierdzi ) miesiąc temu. Scena rozegrała się na oczach naszych dzieci. Są nastolatkami. Myśleliśmy z dziećmi że to koniec. Nie wiedzieliśmy co to jest padaczka ani jak ona wygląda. Więc nasza reakcja ( a zwłaszcza moja ) była tragiczna. Spanikowałam że mąż umiera na moich rękach. Coś okropnego. Dopiero jak przyjechała karetka , medycy uświadomili nas że to był atak padaczki. Od tamtego dnia nie spałam spokojnie żadnej nocy ale nie przeżyłam jednego dnia w spokoju psychicznym. Ciągle pytam jak on się czuje, szykuje jedzenie, pilnuje żeby chodził wcześniej spać, odbieram dzieci, ogarniam dom. Mężowi zdarzało się pić regularnie co tydzień wieczorami po pracy. Nie upijał się ale butelkę wina potrafił wypić bez problemu. Często mocniejsze trunki.
Młodszy syn po tym zdarzeniu zaczol mieć problem z zawrotami głowy, ma problemy z zaśnięciem.
Dziś mąż nalał sobie whisky po raz pierwszy od miesiąca po ataku. Kiedy to zobaczyłam myślałam że serce mi pęknie. Odrazu łzy w oczach i obrazek z przed miesiąca. Coś okropnego.
Ale on twierdzi że to normalka i trzeba wracać do "normalności". Twierdzi że może sobie pozwolić na alkohol raz za czas. Leków nie bierze ponieważ był to jednorazowy atak ( jako narazie).
Nie wiem co o tym myśleć.
Ja napewno muszę się wybrać do psychologa bo jak tak dalej pójdzie to po mnie nie będzie już co zbierać.
Będę wdzięczna za punkt widzenia innej osoby poza naszym "kotłem " rodzinnym.
Ponoć z boku lepiej widać problem...

gość

Dopuszczalne formaty pliku graficznego: jpg, jpeg , png.

Rozmiar zdjęcia nie powinien przekraczać 0.6MB.

Reklama:
Reklama:
Reklama: