Witam.
Od kilku lat dręczą mnie bardzo dziwne napady. Nie stosuję leków bo zdarzały się bardzo rzadko ( co rok/dwa ). Lekarz nie jest pewien, czy to padaczka.
Pierwszy atak zdarzył się w niesprzyjających okolicznościach, na pogrzebie. Stąd wiązany był ze stresem. Jednak potem ataki powtarzały się. Atak zaczynał się od bólu głowy, jednostronnego ( strona lewa ) i zaniku pola widzenia w prawym oku ( zupełnie jakby ktoś przesłonił mi kawałek oka ), po tych objawach zaczyna drętwieć( mrowić ? ) mi prawa dłoń, ręka, ramię, prawa połowa twarzy, ust, a nawet prawa strona języka. Kiedy drętwienie mija - nadchodzą problemy z mową. Wiem co chcę powiedzieć ale nie potrafię dobrać słów, wymawiam inne słowa, niż chcę, nie potrafię skupić myśli, mam problemy z czytaniem, pisaniem na klawiaturze itp. Po ataku zostaje ból głowy. Wyniki EEG wskazywały delikatne zmiany po lewej stronie, rezonans nie wykazał nic.
Ostatnio, w grudniu, pierwszy raz zdarzyły mi się dwa ataki w jeden dzień, na dodatek drętwiała druga strona ciała i bolała druga strona głowy. ( EEG po tym ataku wykazało zmiany z drugiej strony ) Poza tym ataki wyglądały tak samo. Kolejny atak przydarzył się dwa dni temu. Tym razem już z " normalnej " ( ? ) strony, tzn z tej co cała reszta.
O co chodzi ? Czy to epilepsja ? Dlaczego zdarzył się atak z innej strony ? Zmiany przemieszczają się ?
Co powinnam zrobić ( skoro lekarz nie chce dać mi leków bo ataki zdarzają się rzadko, a sama również nie skłaniałabym się do brania leków ) ? Czy jest powód do strachu ?
Pozdrawiam.