Dobry wieczór.
Jestem kobietą, mam 32 lata. Piszę w sprawie, która mnie niepokoi, proszę o poradę. Wczoraj, podczas spektaklu w teatrze przydarzyła mi się dziwna sytuacja. Siedząc wśród publiczności poczułam, że mogłabym zachować się dziwnie, nietypowo. Miałam wrażenie, że za moment stracę nad sobą kontrolę (może wstanę, krzyknę albo dotknę osobę siedzącą obok). Zacisnęłam dłonie na poręczach fotela i próbowałam się uspokoić, tłumacząc sobie, że wpadam w panikę, a nic się nie dzieje. Poczułam się jednak słabo, miałam uczucie, że szybciej bije mi serce i czuję lekki i tępy ucisk z tyłu głowy, że przeszkadza mi cisza i spokój, próbowałam znaleźć sobie dogodne miejsce na krześle. Im bardziej starałam się nad tym zapanować, tym bardziej się bałam, że nie sprostam. Wstałam i pośpiesznie wyszłam na świeże powietrze. Gdy znalazłam się na zewnątrz poczułam się lepiej, bezpieczniej. Przeszkadzają mi również myśli, które pojawiają się nagle, w nieoczekiwanych sytuacjach, na przykład w autobusie. Dotyczą one tego, co mogłabym zrobić, do jakiego momentu byłabym zdolna się posunąć. Zastanawiam się w tych chwilach jaka byłaby reakcja otoczenia, gdybym powiedzmy podeszła nagle do jednego z pasażerów i przytuliła się do niego. Zdarzyło mi się również przestraszyć na ulicy, nie było ku temu zagrożenia ale myśl w mojej głowie, obawa, że nie zdążę dojść do domu, że usiądę może na chodniku i się rozpłaczę. Nie chcę również zostawać sama w domu. Przychodzą mi wówczas do głowy myśli, że mogłabym sobie wyrządzić krzywdę, a przecież tego nie chcę.
Kilka lat temu doświadczyłam bardzo przykrych przeżyć. Po blisko dziesięciu latach odszedł ode mnie narzeczony, tata z którym mieszkam wrócił do nałogu picia, pojawiały się problemy finansowe. Przez większą część trwania mojego związku z partnerem przeżywałam uczucie zazdrości, wywołane obecnością wielu kobiet. Partner tłumaczył mi, że wymyślam sobie nieprawdziwe historie. Zaczęłam w ten sposób na siebie patrzeć, miałam do siebie żal, że nie ufam. Po pewnym czasie jednak, przypadkiem wychodziły na jaw rzeczy, które potwierdzały nieszczerość narzeczonego. Wówczas przepraszał i zapewniał mnie o swoim uczuciu i snuł wizję rodziny, którą mieliśmy stworzyć. Tak bardzo tego chciałam, że pomimo świadomości, że związek jest toksyczny, trwałam w nim nadal. Miałam też przekonanie, że nikt mnie nie zechce, nigdy nie myślałam o sobie, że jestem atrakcyjną kobietą. Być może jestem chora, a o tym nie wiem. Wykonuję odpowiedzialny zawód, mam kontakt z małymi dziećmi i dorosłymi. Obawiam się, że mogłabym stworzyć sytuację zagrażającą bezpieczeństwu innych, albo narazić ludzi na sytuację traumatyczną. Jestem wewnętrznie słaba i krucha. Nie mogę odnaleźć się we współczesnym świecie, w irracjonalnych normach i regułach. Żyję jakby z boku, oczekując starości, bez nadziei na spełnienie marzeń bycia mamą i żoną. Czasami chciałabym zniknąć, by dłużej nie borykać się z problemami towarzyszącymi życiu, ale nie jestem do tego zdolna, czuję tez żal rozstania się z tym, co mnie otacza, porami roku, barwą nieba, rodziną. Nie wiadomo mi, aby ze strony mamy czy taty wystąpiła kiedykolwiek choroba psychiczna. Jestem zdrowa, nie leczę się na żadną chorobę.