Ojciec ma 88 lat. Jest bylym lekarzem, wiec w gre nie wchodza zadne leki uspokajajace. Dewastuje dom. Dobrze jest tylko wtedy,gdy robi, co chce. Kazda proba dyskusji konczy sie nieprzecietna agresja. Rzuca przedmiotami, potwornie wyklina, zle mowi o zmarlej mamie. Moje corki sie go boja. Zostalam sama z problemem. Bracia widuja go sporadycznie. Wszyscy udaja, ze nie ma problemu. Na dodatek bardzo sprytnie sie maskuje przed obcymi. Jestem zrozpaczona. Nasze zycie to pieklo. Jego zachowania kwalifikuja go do leczenia psychiatrycznego. Co moge zrobic? Blagam, pomozcie!